PROTOKÓŁ PRZESŁUCHANIA ŚWIADKA.
Maura Horan, urodzona 18 kwietnia 1968 roku, zamieszkała w Beverley przy ulicy
Singston 28, wykształcenie średnie, bezrobotna. Stosunek do stron: żona Hanka
Horana (ofiary). Niekarana za składanie fałszywych zeznań.
Uprzedzona o odpowiedzialności
karnej z art. 233 kk zeznaję, co następuje:
Hanka Horana poznałam wiosną roku
1984. Ja miałam wtedy dwadzieścia cztery lata, on trzydzieści jeden. Poznaliśmy
się na jakiejś domówce, już nie pamiętam dokładnie jakiej. Od razu się sobie
spodobaliśmy. Pobraliśmy się dwa lata później, nie chcieliśmy dłużej czekać. To
były inne czasy, wtedy żeniło się bardzo wcześnie. Rodzice Hanka byli
niezadowoleni, że był po trzydziestce i wciąż nie miał żony, dlatego wręcz
nalegali, byśmy się pobrali. Moi rodzice nie pochwalali tego związku,
twierdzili, że Hank był dla mnie zbyt stary, że powinnam znaleźć sobie kogoś
młodszego. Ale w końcu nas zaakceptowali. Po ślubie zamieszkaliśmy razem,
ogólnie układało nam się dobrze.
Louis jest zadowolony. Kobieta
mówi w miarę rzetelnie, rzeczowo odpowiada na pytania, nie zalewając się co
chwilę łzami. Jest smutna, przygnębiona i jakby zrezygnowana, jakby
przewidywała taki obrót zdarzeń od początku. Szatyn nie do końca jeszcze wie co
o tym myśleć, ale czuje, że jest na dobrej drodze.
Kobieta przestała mówić. Ogólnie układało nam się dobrze. To
zdanie zapisał jako ostatnie.
- Dopóki? – pyta, obracając w
dłoniach długopis i patrząc się prosto w jej oczy.
- Dopóki nie zaczął pić.
Louis poszerza swój lekki uśmiech,
ale w rzeczywistości wolałby, żeby kobieta kłamała. Widocznie jest na tyle
mądra, by tego nie robić. Szkoda.
Reszta jej wypowiedzi dotyczy
nałogu Hanka. W ogóle nie wspomina o tym, że ona też lubiła pić. Zaczyna
płakać, kiedy Louis pyta o to, czy bił dzieci, ale mimo to zaprzecza. Tomlinson
wie, że kłamie.
Jej
dalsze zeznania dotyczą tego, co robiła w noc zaginięcia mężczyzny. Ma alibi,
była u swojej przyjaciółki i jej męża, ale nie jest ono zbyt mocne. Równie
niegodne zaufania małżeństwo, co jej i Hanka. Twierdzi, że mężczyzna z domu
wyszedł około południa, a później już go nie widziała. Niall to potwierdza.
Wszystko
to śmierdzi na kilometr. Tylko Tomlinson jeszcze nie do końca jest pewien czym.
-
Przed
czternastą z nieba nieśmiało zaczyna kropić deszcz. Louis stoi przy oknie w
swoim biurze i patrzy na to, paląc papierosa. Wstąpił tam tylko na chwilę,
zaraz musi wychodzić, ale jakoś nie bardzo ma na to ochotę. Na ulicy widzi
Holmes, która chowa się pod parasolką, więc szybko zgarnia swój płaszcz z oparcia
krzesła i wychodzi, uprzednio zamykając drzwi.
Po
przesłuchaniu Horan, szatyn spotkał się z Liamem i kazał znaleźć wszystkich,
którzy mogli widzieć kobietę idącą do Blacków tamtego wieczoru. Ich również
kazał przesłuchać, ale z tym raczej nie będzie większego problemu.
Louis
zimno przywitał się z Holmes i najpierw otworzył jej drzwi, dopiero potem
samemu wsiadając do swojego samochodu. Mieli pojechać do szpitala. Swoją drogą,
był zdziwiony, że w tej dziurze mieli oddział patomorfologii, ale nie narzekał.
Jakoś nie chciało mu się odbywać długiej drogi do większego miasta. Zwłaszcza z
Holmes.
- Nie
wiedziałam, że jest pan dżentelmenem – odzywa się kobieta z lekko uniesionymi
brwiami, a Louis prycha.
- Jest
pani zdziwiona, że potrafię się zachować?
Holmes
nie odpowiada, Tomlinson się nie przejmuje. Włącza tylko radio i stara się nie
nucić, kiedy w samochodzie rozlegają się dźwięki Halo Beyonce.
Żałosny.
-
Na
jednym ze stołów leży rozczłonkowane, zupełnie białe ciało Hanka Horana. Nogi
chude, pijacki, porządny brzuch, za to ręce silne, jakby mężczyzna kiedyś
podnosił ciężary lub pracował fizycznie, może na budowie. Nieprzyjemnie wąskie
usta, szeroki nos, z którego, po bliższym przyjrzeniu się, wystaje kilka
ciemnych włosów. Głęboko osadzone, duże oczy, odstające uszy i lekko posiwiałe
już włosy.
Trzasnęły
drzwi, zza których wyłonił się przystojny mężczyzna koło czterdziestki. Miał
ciemne włosy, uformowane w quiffa i przyjazny uśmiech, z jakiegoś powodu na
stopach eleganckie, skórzane buty. Spod białego kitla wystawały obcisłe dżinsy
w klasycznym, ciemnoniebieskim kolorze. Uroczo. Robi się po prostu lepiej i
lepiej. Chyba nie rozmawia właśnie z lekarzem sądowym, tylko wysoko opłacanym
chirurgiem, który pracuje we własnej klinice i dostaje masę pieniędzy za
przerabianie nosów i powiększanie cycków własnym kochankom. Jezusie. Czym takim Louis sobie na to
zasłużył? Już i tak jest samotny i zgorzkniały, nie potrzeba mu jeszcze użerać
się z takimi ludźmi.
Pokonując
chęć zachowania się jak kompletny gbur, Louis wyciągnął rękę w stronę
mężczyzny.
- Louis
Tomlinson, prokuratora rejonowa.
Mężczyzna
uśmiechnął się pseudo czarująco i delikatnie ścisnął jego rękę swoją
wypielęgnowaną, gładką dłonią. Prawdopodobnie gdyby pozwalała mu na to jego
praca, jego paznokcie muśnięte byłyby odżywką.
Louis
zdecydowanie sobie na to nie zasłużył.
-
Nicholas Grimshaw, ale wystarczy Nick. Bardzo mi przyjemnie, Hanna mi o panu
opowiadała.
Mówił
zbyt wolno i wydumanie, jakby chciał wywrzeć dobre wrażenie, ale jego jedynym
doświadczeniem w tej kwestii było oglądanie słabych filmów amerykańskich z
ubiegłego wieku.
Grimshaw
wyciągnął z kitla gumowe rękawiczki i naciągnął je z trzaskiem, szczerząc się
serdecznie. Podszedł do stołu z ciałem, a prokuratorzy wycofali się pod ścianę,
na krzesełka, które tam stały. Brunet wcisnął guzik dyktafonu.
Jest 3
października 2014 roku, oględziny zewnętrzne i otwarcie zwłok Hanka Horana, lat
pięćdziesiąt cztery, przeprowadza Nicholas Grimshaw, biegły w zakresie medycyny
sądowej, w zakładzie anatomopatologii Samodzielnego Publicznego Zespołu
Zakładów Opieki Zdrowotnej w Beverley. Obecni prokuratorzy Hanna Holmes i Louis
Tomlinson. Oględziny zewnętrzne…
Siedzieli
w ciszy, słuchając monotonnego głosu mężczyzny, opisującego kolejne czynności.
Kobieta wzdrygnęła się, kiedy Grimshaw piłą przecinał mostek. Na szczęście stał
on do nich tyłem, więc nie widzieli zbyt wiele. Louis pokrótce opowiedział jej
przesłuchanie Maury Horan, ale nie zadawała pytań na ten temat. Nie było po co,
było zbyt wcześnie, by wysuwać ewidentne wnioski. Louis chciał zapalić, ale
żeby to zrobić musiałby wyjść na dwór, na deszcz i zimno, i pewnie zostać
ochlapanym brudną wodą przez przejeżdżający autobus. Wolał przecierpieć.
Wkrótce
Grimshaw skończył i podszedł do nich, już bez rękawiczek.
-
Chodźmy porozmawiać – powiedział, a Louis zerknął za niego, gdzie leżały
otwarte zwłoki, narządy wewnętrzne znajdowały się tak po prostu na widoku,
kości bieliły się pośród całej tej czerwieni, a biała skóra zwisała bezwładnie.
– Och, proszę się nie obawiać. Mój asystent ją zszyje – dodał mężczyzna z
uśmiechem.
-
Grimshaw
przebrał się z kitla i miał teraz na sobie koszulę w granatową kratę, przez co
strasznie przypominał Louisowi mniej umięśnioną i dużo bardziej irytującą
wersję Liama Payne’a. Wyglądał jak koleś sprzedający w telewizji cudownie
odchudzające opaski albo gazy odprowadzające z organizmu toksyny. Tak też się
zachowywał. Jakby na siłę próbował opchnąć światu kit, że jest idealnym
człowiekiem, poprawnym pod każdym pieprzonym względem. Prawdopodobnie nie miał
żony, a jeśli miał, to była blondynką, właścicielką fitness klubu, która
codziennie odwiedzała kosmetyczkę, by zrobić sobie manicure. I oczywiście nie
miała czasu na dzieci. Ale co taka kobieta robiłaby w tej dziurze…
Louis
zastanawiał się, czy trafił. A może Nicholas był gejem. Szatyna nic by nie
zdziwiło.
- W
sumie to nie ma bardzo o czym mówić – zaczął mężczyzna swoim firmowym głosem, w
ogóle nie przypominającym tego, którego używał podczas oględzin. – Cięcia są
bardzo precyzyjne, wykonane prawdopodobnie brzytwą, tasakiem lub czymś
podobnym, w każdym razie musiało to być ogromne. Gdy to się stało żył, ale był
nieprzytomny. Osoba, która to zrobiła także umyła ofiarę, bo na pewno wszystko
było we krwi. Nie wiem po co, skoro potem i tak go zakopał… - dodał z
zamyśleniem. Był rzeczowy, to Louis musiał mu przyznać.
-
Niewyżyty
dzwoni do niego koło dwudziestej pierwszej z pytaniem, czy może przyjść. Louis
wydaje z siebie głośne westchnięcie, nawet nie starając się ukryć lekkiego
poirytowania. Miał pracowity dzień, jest naprawdę zmęczony, szarlotka Królowej
Lodu nie dodała mu zbyt wielu sił i chyba ostatnią rzeczą, której pragnie, jest
uprawiać seks z tamtym kolesiem. Louis rozumie – mała wiocha na końcu świata,
mało społeczności LGBT, mało chętnych penisów, które mogą go wypieprzyć. Ale
też nie rozumie, dlaczego chłopak tak bardzo się go uczepił. Niewyżyty ma
niezłe ciało, Louis ma wystające kości i po jego wiecznej opaleniźnie nie
zostało już nic. Nawet jego tyłek wydaje się być jakoś mniej okrągły, co na
początku bardzo ugodziło w jego ego, jednak teraz już nauczył się żyć z faktem,
że jego najlepsze lata minęły.
Więc
Louis odmawia Niewyżytemu, tłumacząc się bólem głowy i zmęczeniem. Powinien
wymyślić jakąś inną wymówkę. Kiedyś to była wymówka, teraz powoli staje się ona
prawdą. Prawdopodobnie musi pójść przebadać się od anemii, czy czegoś w tym
stylu. Już dawno nie był na badaniach, to fakt.
Jakieś
piętnaście minut po rozłączeniu się przez Louisa, mężczyzna słyszy dzwonek do
drzwi. Nie ma pojęcia kto to może być, przecież nie zna tutaj nikogo, kto by go
polubił odrobinę bardziej niż trochę, ale wtedy przychodzi mu do głowy
Niewyżyty i zaciska zęby. Jeśli to naprawdę on, to chyba mu coś zrobi. Naprawdę
nie ma ochoty na kłótnię z nim. Nie ma ochoty nawet na głupią rozmowę.
Ale za
progiem stoi Harry. Wysoki, lekko naiwny nastolatek z pełnymi, krzywymi ustami
i ładnymi oczami. W dłoniach trzyma jakieś plastikowe pudełko i szczerzy się
tak szeroko, że Louis nie może się powstrzymać od lekkiego uśmiechu, który ma w
sobie jedynie nutkę szyderczości.
-
Cześć? – To bardziej pytanie niż normalne powitanie i nie do końca rozumie,
dlaczego w ogóle dodał ten głupi znak zapytania na końcu zdania. Dlaczego już z
przyzwyczajenia stara się być taki jak zwykle, zgorzkniały i wredny, nie
respektujący życzliwego zachowania innych, patrzący na wszystko nieprzychylnym
wzrokiem. Tak, tego wymaga jego praca. Chłodnego podejścia do sytuacji. Ale to
inna sprawa, to inna sprawa, kiedy to, co dzieje się w jego pracy przekłada się
na jego życie prywatne, rodzinne. Szkoda, że tę rodzinę już stracił. Przez
własną głupotę, chęć oddzielenia się od wszystkiego, od rutyny, nawet od
Eleanor, zwłaszcza od Eleanor. A przecież kiedyś ją kochał.
Potrząsa
głową, starając się nie dopuścić do tego, żeby łzy wydostały się spod jego
powiek. Ostatnio stał się takim płaczkiem, żałosne. Może to kryzys wieku
średniego, może powinien kupić sobie nowe auto.
-
Przepraszam, co mówiłeś?
Użył
słowa przepraszam, to krok w dobrą stronę. Mały krok dla człowieka, ale wielki
dla ludzkości, bla bla bla.
-
Mówiłem, - Harry powtarza cierpliwie, kładąc nacisk na to słowo, ale mimo to
się uśmiechając – że widziałem cię dzisiaj na ulicy, około południa. Wyglądałeś
na zmęczonego, więc stwierdziłem, że przyjdę i pomogę ci się rozluźnić! – mówi
entuzjastycznym tonem. Jest dwudziesta pierwsza, naprawdę, ile ten dzieciak
pije kawy i wpieprza ciastek, że ma tyle energii? Dobra, Louis w jego wieku o
tej porze imprezował, ale na pewno nie był aż tak entuzjastycznie nastawiony do
wszystkiego. Harry chyba widział wszystko w zbyt wyidealizowany sposób.
- Oh? –
pyta Louis głupio. Naprawdę nie może nic poradzić na fakt, że słowo
,,rozluźnienie”, wypływające z ust chłopaka, którego pieprzył tak niedawno,
kojarzyło mu się tylko z jednym.
- I
przyniosłem ciasto!
Jego
oczy błyszczą tak, że szatynowi robi się głupio, że wciąż stoją w progu. Obraca
się więc bokiem do drzwi, a Harry przechodzi obok niego.
- Czy
mógłbyś to potrzymać, proszę? – pyta, balansując na jednej nodze i wyciągając
dłoń, w której trzymał pudełko z ciastem w stronę Louisa, który zabiera je z
uniesioną brwią. Harry zdejmuje ze stóp swoje naprawdę zniszczone trampki i
schludnie ustawia je pod ścianą, po czym prostuje się dumnie. Nadal uśmiecha
się szeroko, przypominając szatynowi żabę. – Obejrzymy coś?
Jak bardzo dziwnie zabrzmię, kiedy powiem, że Louis w tym opowiadaniu przypomina mi mnie? Może nie pod względem życiowych doświadczeń, ale wciąż jesteśmy lekko podobni hm
OdpowiedzUsuńNie ważne, ważne jest to, że rozdział jest dobry, jak zawsze zresztą, ale wciąż nie mam pojęcia o co co cholery może chodzić... Co jak co, ale fabułę to ty potrafisz zbudować.
Czekam na następny i powodzenia w pisaniu :)
@polishcurls